Przejdź do treści

Kaskada 002 - 1984

TYDZIEŃ ŻONGLERKI '84

Luźne przemyślenia na temat Frankfurtu od kogoś, kto tam był

Tym razem 400 osób. Siódmy Europejski Tydzień Żonglerki we Frankfurcie był jak dotąd największy i dowodzi, że przynajmniej jeśli chodzi o żonglerkę po tej stronie Atlantyku, jedyna możliwa droga prowadzi w górę.
Ale w tym roku było coś ważniejszego niż liczby – było poczucie, że drugi weekend września zawsze będzie czasem, kiedy żonglerzy z całej Europy odłożą wszystko inne na bok, by być razem.

Dlatego właśnie odbywają się takie spotkania: przez pięćdziesiąt jeden tygodni w roku europejscy żonglerzy są rozproszeni, w grupach po 3, 4 lub 5 osób, ale najczęściej są sami w swoich małych zakątkach, wymyślając, ćwicząc, pracując. Rzadko, jeśli w ogóle, mają okazję wymieniać się swoimi pomysłami i sztuczkami. Rzadko mają możliwość dzielenia się tym, co posiadają.

Potem zbliżał się wrzesień i powoli zaczynała się wędrówka żonglerów. Znaki były widoczne tylko dla tych, którzy podążali tą samą drogą: maczugi wystające z plecaków (zwykli ludzie zastanawiali się, dlaczego ktokolwiek miałby nosić ze sobą 3 kije do squash'a); melon na głowie, która ewidentnie nie należała ani do księgowego, ani do Anglika; kamper nielegalnie zaparkowany na chodniku, z kartką na przedniej szybie „Gdzie wy wszyscy jesteście?”

Tak to się zaczęło, rozproszone i luźne. Ale to szybko się zmieniło, a do godziny 18:00 w środę wieczorem, oficjalnego początku tegorocznego spotkania, inwazja żonglerów osiągnęła punkt kulminacyjny. Sala przeznaczona na przyjęcie powitalne ledwo mogła pomieścić wszystkich przybyłych.
Niektórzy od razu zaczęli żonglować, ale większość siedziała z otwartymi ustami, zastanawiając się: „Skąd oni wszyscy się wzięli?” Było na to 400 odpowiedzi.

A dla tych, którzy przez większość roku żonglują sami, lub którzy po raz pierwszy byli na takim spotkaniu, był to ogromny szok. Na kogo patrzysz najpierw? Jak on to zrobił? Skąd wziął się ten przedmiot? Przeciążenie!

A przed nimi były jeszcze cztery przepełnione dni!
Talent Todda Stronga i Andrew Allena z diabolo i kijami do devil stick był dowodem na to, że żonglerka to nie tylko maczugi i piłki, chociaż Antonio Bucci i jego 7 piłek były tego przykładem.

Zabawny występ Tima Bata z yoyo sprawił, że wszyscy, którzy chcieli kupić yoyo w niedzielę, byli rozczarowani – wszystkie yoyo zostały wyprzedane.
Gérard Estrem ze swoim devil stick, występ z kapeluszami Klapp's Kallis Keulen Kompany, lista mogłaby być długa i przepraszam wszystkich 390 osób, których nie wymieniłem. Wystarczy powiedzieć, że każda obecna osoba pokazała coś nowego do nauczenia, a samo spotkanie było źródłem informacji dla każdego, kto chciał spędzić godzinę na balkonie z widokiem na halę.

Kaskade00201

A pokaz publiczny?

Absolutnie najlepszy pokaz publiczny, jaki kiedykolwiek zaprezentowano na europejskim spotkaniu.

Numery były zróżnicowane, zabawne, dopasowane do publiczności i przebiegały bardzo płynnie. Szczególne podziękowania należą się Paulowi Keastowi i Uli Meisterowi, niezwyciężonemu duetowi, który profesjonalnie, z humorem i w trzech językach zapowiadał cały pokaz.

Pokaz publiczny jest ważnym elementem spotkań żonglerów, swego rodzaju otwartymi drzwiami, które pozwalają publiczności zobaczyć, że nie jesteśmy tylko bandą wędrownych Cyganów, którzy kradną dzieci i zakłócają porządek publiczny, ale że jesteśmy bardzo utalentowaną grupą bardzo niezależnych ludzi.
Mimowie, muzycy, komicy, akrobaci, żonglerzy i po prostu mili ludzie, którzy splądrowaliby miasto tylko wtedy, gdyby było to zapisane w umowie.
Tegoroczny pokaz publiczny był pod tym względem sukcesem, zapewnił miastu Frankfurt dwie godziny czarowania, jednocześnie dając wszystkim żonglerom szansę na wzajemne oklaski. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim organizatorom pokazu za tę dobrą robotę.

I znowu przeprosiny za to, że nie wymieniam uczestników pokazu publicznego jeden po drugim, tym zajmują się inni, a ja i tak nie mógłbym oddać im sprawiedliwości.
Nie oddam też sprawiedliwości samemu spotkaniu. Moją prawdziwą intencją artykułu było przekazanie atmosfery wydarzenia, poczucia przynależności, koleżeństwa, wszystkiego tego, co łączy każdy kongres z następnym i co jest powodem, dla którego ludzie wracają co roku w coraz większej liczbie. To nie tylko żonglerka, ale coś innego, czego nikt, kto sam tam nie był, nie może zrozumieć!

Ale czym to jest, w całej swojej prostocie, jest właśnie to:
Spotkania są zawsze pełne zabawy. Cała filozofia i głębia, jaką możesz sobie wyobrazić, nigdy nie podsumuje spotkań tak, jak może to zrobić jedno słowo. Zabawa to to, co tworzy festiwal żonglerki, ponieważ żonglerka jest zabawą i zawsze powinna nią być.
Wielkie podziękowania dla Autonomicznej Grupy Żonglerskiej. Dzięki swoim grom, organizacji i ciężkiej pracy udało im się zachować ten nastrój i dać każdemu obecnemu dobry powód, by spotkać się ponownie w przyszłym roku w Louvain-La-Neuve w Belgii.

Jobik LaCombe

Ponieważ większość naszych czytelników sama była na spotkaniu żonglerów, prawdopodobnie nie ma potrzeby przedstawiać pełnego raportu.
Jak pisze Jobik, i tak nie da się w pełni docenić tego, co się tam wydarzyło, bez bycia tam. Zamiast tego zebraliśmy kilka zdjęć, które być może przypomną Ci wiele rzeczy, oraz kilka informacji, które mogły Ci umknąć.
Czy wiedziałeś na przykład, że pokazano nas w telewizji? W piątek w Heute Journal pojawił się krótki reportaż o zawodach, a później w Aspekte pokazano więcej. W Hessenschau pokazano również kilka scen (z okropnym komentarzem), co prawdopodobnie przyczyniło się do wypełnienia Volksbildungsheim na wieczorny pokaz. (To był zespół telewizyjny, który rozłożył się z oślepiającymi reflektorami.) A być może najbardziej zdumiewające jest to, że krótki film z wywiadem dla ABC-News został wyemitowany w Stanach. (Dłuższy film o Fritzu Brehmie, zawierający wiele scen festiwalowych, prawdopodobnie zostanie pokazany wiosną w ZDF.)
Dla tych, którzy do niedzielnego spotkania biznesowego nie zdążyli jeszcze dojść do siebie po imprezie, oto najważniejsze decyzje: Jednogłośnie postanowiono, że spotkanie odbędzie się w przyszłym roku w pobliżu Brukseli, przy wsparciu miasta.
Ogłoszono również, że dziesiąte spotkanie odbędzie się w mieście pierwszego Europejskiego Festiwalu Żonglerki, w Brighton, na południowym wybrzeżu Anglii.
Toby Philpott został ponownie wybrany na Europejskiego Organizatora bez sprzeciwu.
Ogłoszono, że dzięki dużej liczbie uczestników udało się pokryć koszty, a "Kaskade" otrzyma dotację na pierwszy rok. Reszta – zgodnie z tradycją – trafi do organizatorów następnego spotkania.
Chociaż większość wydawała się bardzo zadowolona z festiwalu, przebieg warsztatów spotkał się z pewną krytyką. Pomimo ich błyskotliwości i wartości rozrywkowej, były to bardziej pokazy niż warsztaty, w tym sensie, że uczestnicy sami pracowali nad doskonaleniem swoich technik. Być może organizatorzy i prowadzący warsztaty zastanowią się nad tym na przyszły rok.

Jeśli nie widziałeś, zwycięzcy konkursów otrzymali kieszonkowy zestaw do żonglerki składający się z 3 kolorowych kulek (piłek), pionków do gry w „Chińczyka” (maczug), podkładek (kółek) i zapałek (ognistych maczug), wszystko zapakowane w pudełko zapałek.

Gala

Kaskade00202

Jeśli nie pamiętasz dokładnie, co było tak dobrego w pokazie publicznym, oto krótki program:
STEVE MOCK z Amsterdamu rozpoczął program klasycznym występem z 3 piłkami. Dwóch FRÈRES PAMPELMOUSE z Francji zaprezentowało bardzo zabawne, akrobatyczne żonglerki.
TIM BAT z Londynu yoyoował w i wokół swojej melonki, chociaż zapomniał spodni. WERNER SCHREINER z Wiesbaden próbował żonglować najmniejszymi piłkami na świecie i je zgubił. ACHIM SCHLOTFELDT z Bremy rock'n'rollował 3 maczugami. Werner próbował z największą maczugą na świecie. J.J. (Gérard Estrem) z Francji był klaunem, który pokazał, jak człowiek pierwotny odkrył żonglerkę, ALEX DANDRIDGE i MICK NOAKES z Anglii rzucali maczugami do żyraf. NEIL ROBINSON (obecnie w Niemczech) ze swoją magią z chustami i chińskimi kółkami był fascynujący i zabawny jednocześnie.
NARBO, typowy amerykański turysta (z Paryża) pomylił Frankfurt z Amsterdamem. SUMARAN z Wiesbaden chwiał się na 2 rola bolas. INSTITUT FRANCAIS DE JONGLAGE przebił wszystko swoim błyskawicznie szybkim pokazem podawania maczug. WON ISRAEL, amerykański mim, wjechał swoim motocyklem w nicość.

Po przerwie:
KLAPPS KALLI'S KEULEN KOMPANY z Hamburga robił szalone rzeczy z kapeluszami. Pokaz żonglerki piłkami FRANCOIS CHOTARD'A mówi sam za siebie.
DAVID CRONIN i ANGELIKA GROSSE z Kassel pokazali parodię warsztatów żonglerskich. LYNN THOMAS, z pomocą DAVIDA PHILPOTTA, kręcił rzeczami nad swoim chińskim parasolem. SAKI-ZIRKUS dał występ u siebie z krótką żonglerką 12 piłkami. MARTIN SCHWIETZKE z Montpellier zaprezentował absolutnie perfekcyjny występ z 5 piłkami, który otrzymał największe brawa wieczoru.
BARRY ROSENBERG ze Stanów i Henrik (?) z Danii zagrali zabawną sztuczkę z piłkami i bananami. SUE BROADWAY z Australii rzucała kapeluszami.
TODD STRONG bawił się swoim diabolo, a razem z ANDREWEM ALLENem pokazał najszybsze triki z devil stick (obaj z Ameryki). SEM ABRAHAMS z Holandii prawie zniszczył scenę, skacząc na skakance na swoim monocyklu.
MARCELINE KAHN z Barcelony pokazała bardzo imponujące machanie ogniami. MAX i CHRIS z Londynu oraz ACHIM z Bremy żonglowali ogniem. Zamiast bisu, COTTON uraczył nas sceniczną wersją swojego paryskiego ulicznego pokazu z piłkami i maczugami.

Manuel Alvarez w Circus Roncalli

Kaskade00203

Alvarez w Roncalli – to perfekcyjna praca nóg z maczugami, prezentowana w zawrotnym tempie do hiszpańskich dźwięków. Dynamicznie wbiega na arenę w kostiumie torreadora ważącym ponad 6 kg i rozpoczyna szybką żonglerkę 7 pierścieniami.
Po krótkiej zmianie rekwizytów następuje punkt kulminacyjny jego numeru – żonglerka 3 maczugami z naciskiem na pracę nóg. Z tanecznym kunsztem Manuel Alvarez lekko i z równą precyzją wykonuje kopnięcia raz prawą, raz lewą nogą, nie schodząc z okrągłej drewnianej płyty o średnicy 2 m!
Wielokrotnie łapie rzucone za plecy maczugi w zgięciu kolana, pozwala im zsunąć się do stopy, aby następnie płynnie włączyć je z powrotem do żonglerki. W oszałamiającym tempie maczugi z prostym obrotem zręcznie przelatują z ręki do stopy, ze stopy do stopy, ze stopy do ręki.
Jego specjalnością jest jednonogie kopnięcie 3 maczugami jednocześnie, gdzie łapie 2, podczas gdy trzecia jest ponownie kopana tą samą stopą i natychmiast kontynuowana jest żonglerka.

Kaskade00204

Na koniec swojego występu wyrzuca osiem plastikowych talerzy o właściwościach lotnych przypominających bumerang, które sięgają niemal pod kopułę namiotu. Wysokość namiotu cyrkowego ledwo wystarcza na ten numer, wyjaśnia nam Alvarez.
Odwiedziliśmy go przed występem w jego przyczepie kempingowej i poznaliśmy również jego żonę i dwie małe córki. Przy filiżance kawy 27-letni syn słynnej hiszpańskiej rodziny artystów Alvarezów, urodzony w Sewilli, opowiada nam, że przez 8 lat był zatrudniony w różnych firmach cyrkowych w Afryce, później występował w Hiszpanii i Francji, a od początku tego roku jest związany z Roncallim. Jego żona również pochodzi ze starej rodziny cyrkowej i obojgu bardzo podoba się atmosfera w cyrku Roncalli.

Od niej dowiadujemy się, że obie córki również ćwiczą już wysoką sztukę akrobatyki.
Szczególną uwagę zasługują maczugi do żonglerki Alvareza – nigdy nie musiał ich kupować, jak sam z dumą mówi, ale wykonuje je samodzielnie z drewna i korka.
W ostatnim wydaniu Kaskady błędnie podano, że w Roncallim gra nie Manuel, ale jego wujek Pepito Alvarez, co niniejszym wyraźnie korygujemy (Za to chcielibyśmy przeprosić, redakcja.)
Chcielibyśmy jeszcze raz podziękować Manuelowi Alvarezowi i jego rodzinie za gościnność i życzyć mu dalszych sukcesów.

Astrid i Jojo

MIEJSCE WYDARZENIA: ULICA

Londyn – Covent Garden

Dla nowicjuszy w występach ulicznych i dla artystów spoza miasta, ta rubryka ma na celu dostarczenie informacji o scenie występów w Europie, abyście wiedzieli, jakie problemy i możliwości istnieją w danym mieście, zanim tam dotrzecie.

Kaskade00205
Słynny trik „pod nogą”
Zdjęcie: Fiona Freund

W Londynie uznanym centrum pokazów ulicznych jest Covent Garden. Jest to nie tylko jeden z najbardziej ruchliwych obszarów turystycznych, ale także artyści uliczni są mile widziani (o ile przestrzegają zasad!). Na pierwszy rzut oka poziom konkurencji ze strony magików, muzyków, akrobatów i oczywiście innych żonglerów może wydawać się zniechęcający. Ale w rzeczywistości, przy zaledwie dwóch legalnych miejscach do występów i tysiącach odwiedzających, prawie niemożliwe jest, aby nie przyciągnąć tłumu widzów na swój pokaz.
Dwa miejsca są organizowane przez dwie różne instytucje i mają różne zasady. Najlepiej zacząć od placu West Piazza przy kościele św. Pawła. Jest on zarządzany przez Alternative Arts (Basement, 1-4 King Street, London WC 2, Tel.: 01-2), które wydają licencję na wykonanie każdego programu, który nie jest rasistowski, nieprzyzwoity ani w inny sposób obraźliwy, niezależnie od jakości pokazu. (Wymagany jest osobny paszport na pokazy z ogniem i określone środki bezpieczeństwa, jeśli używasz ognia.)

Uzyskanie terminu występu jest jednak trudniejsze niż uzyskanie pozwolenia. Dzień jest podzielony na półgodzinne bloki od 11:30 do zmroku, a Ty musisz zapisać się na listę w miejscu występu, aby uzyskać wolną półgodzinną sesję.
Ponieważ bardzo wiele osób chce występować, każdy może zapisać się tylko raz dziennie, a aby mieć pewność, że zdobędziesz miejsce, latem musisz być tam przed 8:00 rano. Ponadto musisz być na placu o 10:00, kiedy pracownicy Alternative Arts omawiają bieżące problemy.

Drugie miejsce znajduje się w North Hall odrestaurowanego budynku targowego, jest zadaszone. Jest zarządzane przez Covent Garden Market Management (Unit 41, The Market, Covent Garden, London WC2, Tel.: 01-8369137). Wymagają oni bardziej rygorystycznego procesu selekcji i istnieją większe ograniczenia, na przykład ogień nie jest dozwolony, a wszystko, co mogłoby spowodować bałagan (rozbite jajka, niedojedzone jabłka), jest zakazane. Obowiązuje tu „cicha godzina” między 15:00 a 17:00, podczas której nie wolno używać wzmacnianego dźwięku ani instrumentów perkusyjnych itp. (Wielu regularnych wykonawców używa wzmacniaczy zasilanych bateryjnie do odtwarzania kaset, co pomaga przyciągnąć tłum.)
Rezerwacja jest również inna: każda grupa może zarezerwować maksymalnie 2 godziny tygodniowo. Rezerwacje odbywają się w każdy poniedziałek o 14:30 na następny tydzień. Może to oczywiście stanowić problem dla artystów, którzy mogą przebywać w Londynie tylko przez krótki czas.

Wielu artystów ma kogoś, kto zbiera pieniądze do kapelusza („bottler”), który zazwyczaj otrzymuje jedną czwartą dochodów. Zazwyczaj zawsze są dostępni „bottlerzy”, a przy tak dużej liczbie widzów często warto kogoś zatrudnić.
Stałe zasady mogą odebrać trochę spontaniczności, którą ceni sobie artysta uliczny, ale zapewniają, że każdy ma szansę wystąpić, nie będąc wypieranym przez innego, głośniejszego, bardziej doświadczonego artystę.

Istnieje niewiele ugruntowanych alternatyw dla Covent Garden, aby robić pokazy. Barbican Complex wita artystów ulicznych i może być dobrym miejscem w porze lunchu (Tel.: Margot Landell 01-6384141), a także targ Camden Lock na północy Londynu (stacja metra Camden Town) może być wartym spróbowania w niedzielne popołudnia.

Jeśli potrzebujesz odmiany od Londynu, katedra w Canterbury ma dobrą strefę dla pieszych i przyciąga wielu turystów, ale mniej żonglerów. Pokazy uliczne są dozwolone i mogą być bardzo dochodowe.
Mam nadzieję, że ten artykuł będzie przydatny dla osób, które myślą o przyjeździe do Londynu. Może mógłbyś napisać o sytuacji pokazów ulicznych w Twoim mieście do następnego numeru Kaskady?

Charlie Holland

Mała anegdota z resztek Berlina

jak żyje i ma się dobrze, w środku Prus

Wiosną mieliśmy częste problemy z policją – który artysta uliczny ich nie miał? Zabronili nam, najpierw uprzejmie, potem stanowczo, żonglować pochodniami. Ogień na wolnym powietrzu, kto nie wie, jak bardzo jest niebezpieczny!!! Cóż, ponieważ tu mieszkamy i chcemy tu występować jeszcze częściej, staraliśmy się o pozwolenie od odpowiednich władz. Ale kto jest odpowiedzialny?? Ponad dwa miesiące trwał nasz bieg od urzędu do urzędu, urząd robót publicznych, straż pożarna, różne komisariaty policji i urząd nadzoru handlowego wyznaczały punkty zwrotne w tym biegu z przeszkodami. Najzabawniejszą częścią sprawy była wizja lokalna, nie w miejscu akcji, Kurfürstendamm, gdzie zazwyczaj odbywa się nasza rozrywka dla turystów, ale na ogromnym, pustym placu przy Murze, z dala od wszystkiego, co łatwopalne. Tam musieliśmy żonglować naszymi pochodniami pod okiem 8 (!) funkcjonariuszy różnych urzędów.
Wszystko to oczywiście w zwykłych godzinach pracy, czyli w świetle dziennym, a kto wie, jak niepozornie wyglądają pochodnie w dzień, nie zdziwi się, że w końcu otrzymaliśmy pozwolenie. Nie obyło się jednak bez spełnienia kilku warunków: musimy przewozić stabilną drewnianą skrzynię na nasze rekwizyty (!?) oraz koc wełniany do gaszenia ewentualnych nadmiernych płomieni na naszym lub publiczności ubraniu, ponadto musimy zachować 3 metry odległości od publiczności i wreszcie przedstawić dowód odpowiedniego ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej. Wszystko to jednak tylko w określonych, wybranych miejscach na Kurfürstendamm.

To dziwne uczucie, przyjść na miejsce, gdzie zawsze występujesz, i wiedzieć, że masz oficjalne pozwolenie na występy od szefa policji i ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej z pokryciem miliona marek.
Jednak nikt nie powinien się bać żonglować pochodniami publicznie w Berlinie. Tylko tym, którzy chcą występować na ulicy przez dłuższy czas, zaleca się, aby nie żonglowali zbyt wysoko lub – jak my wtedy – mieli w programie wieżę z pochodni (stanie na ramionach z 3 pochodniami każda), aby patrole policyjne mogły to zobaczyć z ulicy ponad głowami „mas”. Nasi przyjaciele w ten sposób nie mieli żadnych problemów przez cały rok. W tym duchu: „Ogień na rozkaz!”

Michael Genähr

(Image: A black and white photo of a street performer juggling fire torches.) #todo

Zdjęcie: Friedhelm Teicke

(Image: A black and white photo of a street performer juggling clubs.) #todo

Alex Dandridge w Covent Garden

Zdjęcie: Fiona Freund

„Czy ktoś ma zapalniczkę?”

(Image: A logo with juggling clubs, balls, and a unicycle.) #todo

ŻONGLERKA – SPORT CZY KULTURA?

GRA CZY ZAWODY?

Temat, który zdominowałby ten numer, szybko stał się jasny. Listy do „KASKADY” i raporty z konwencji USA w „Jugglers World” dotyczyły tych dwóch sposobów podejścia do żonglerki. Drukujemy fragmenty, aby rozpocząć dyskusję.

Gra ma historię

Prawdopodobnie jedną z najbardziej fascynujących rzeczy w żonglerce jest to, że promuje ona wykorzystanie nielingwistycznych funkcji mózgu. W edukacji dorosłych zauważyłem, jak pracownicy biurowi i studenci znajdują wielką ulgę od „ciężaru słów”, gdy żonglują.
Potrzebujemy jednak obu form świadomości: werbalnej, analitycznej i tej, która pozwala nam uchwycić wzory i trójwymiarowość. Ważne jest, aby widzieć zarówno formę nieskończoności (lub ósemki), jak i jednocześnie kontrolować każdy z poszczególnych obiektów, które ją opisują.

Na spokojnej plaży być może rzucałeś kamieniami po wodzie, albo wyznaczyłeś pływający cel, albo improwizowałeś grę w „boules” z dużymi okrągłymi kamieniami. Podczas wykopalisk starosaksońskiej wioski (VI-VII w. n.e.) znaleziono stos małych, absolutnie okrągłych kamyków, których w tej okolicy nie ma, co wskazuje na prastary urok gładkich kul, którymi być może grano w jakąś grę w kulki.

Chociaż takie gry z pewnością sprawiały radość, ludzie ostatecznie starali się dokładniej kontrolować piłki, tak że nieco przypadkowe boules ewoluowało do angielskiego „Bowls”, które jest grane na idealnie płaskiej trawie, lub do płaskiego stołu do snookera lub bilarda z symetrycznymi kulami. Ta perfekcja pozostawiła mniej miejsca na błędy, a jaśniejsze określenie powierzchni gry i wymiarów przedmiotów doprowadziło do dokładniejszych zasad gry, limitów czasowych i systemów punktacji. Nie była to negatywna zmiana, ponieważ gra ostatecznie może tolerować pewien stopień powagi (zasady, technika, rywalizacja) w takim stopniu, w jakim powaga w sprawach światowych nie może sobie pozwolić na radość z gry.

Opracowujemy również przedmioty, które są wyłącznie poświęcone grze. W przypadku wielu takich zabawek powtarzający się ruch sam w sobie jest bardzo satysfakcjonujący, myślę o bączkach, yoyo, hula-hop i frisbee.

Jeśli najstarszą formą gry (tj. czynności, które nie służyły bezpośrednio przetrwaniu) był prawdopodobnie taniec, to z niemal pewnością następną była gra narzędziami lub bronią, jak pojawia się w teatrze i sztukach walki Dalekiego Wschodu. Muzyka i taniec są podobne do żonglerki w tym sensie, że produkt nie jest trwały, nie jest pomnikiem artysty, ale widzialnym procesem, stale zmieniającymi się wzorami w czasie i przestrzeni.
Ruch rytmiczny z przedmiotami osiągnął teraz Igrzyska Olimpijskie w formie gimnastyki artystycznej, a to połączenie pokrewnych form sztuki prawdopodobnie będzie kontynuowane.

W zadziwiająco niewielu grach używa się więcej niż jednej piłki, a we wszystkich pozwala się im czasami zatrzymać, aby przyjrzeć się wzorowi, zanim kontynuuje się grę.
Żonglerka wydaje się więc czymś wyjątkowym, nawet rozpatrywana jako gra w piłkę, ponieważ piłki są w ciągłym ruchu. Ponadto można ją „grać” samemu lub w grupach i nie musi przyjmować spolaryzowanego formatu dwuosobowego. Jest fundamentalnie kooperacyjna, nie potrzebuje systemu punktacji i pod tym względem zbliża się do „czystej gry” (tj. jest satysfakcjonująca sama w sobie).
Możesz zmierzyć swoje odruchy z odruchami innej osoby, ale dopiero gdy znajdziecie wspólny rytm (jak w idealnej, niekończącej się wymianie piłek w tenisie stołowym), staje się to naprawdę satysfakcjonujące.
I nie musi to być nawet gra w piłkę.

Przypuszczam, że większość z was doświadczyła lekkiego transu podczas żonglowania, a widzowie są często zahipnotyzowani wirującym, hipnotyzującym wzorem, którego nie potrafią w pełni opisać. Jest to naprawdę magiczne, w sposób, który sprawia, że iluzjonista sceniczny wydaje się mechaniczny. W języku angielskim słowa „magia” i „wyobraźnia” są ściśle powiązane z pojęciem tworzenia obrazów.
Możliwe, że oglądanie nieustannie płynącego wzoru, podobnie jak oglądanie płomieni ogniska, ma działanie uspokajające. Nie ma twardych krawędzi ani struktur do uchwycenia. Słowa nie potrafią tego dokładnie opisać, a tym samym uspokajają umysł.
Być może żongler ma jeszcze bardziej pierwotny urok niż gawędziarz, ponieważ pozostawia swojemu publiczności tworzenie własnych, bezsłownych obrazów, a tym samym żongler staje się mitycznym tkaczem snów.
Może to być znacznie więcej niż tylko gra.

Toby Philpott

Olimpiada dla Olimpijczyków

Pomysły Francois Chotarda są bardziej ukierunkowane na nadchodzące spotkanie w Belgii, rozwój, który chciałby zobaczyć i pomysły, które chce zaprezentować publiczności podczas spotkania.
Na przykład:
Chotard: „... związek między żonglerką, sportem i kulturą z jednej strony, a z drugiej strony ideą, że żongler nie jest tylko rozrywką, manipulatorem, błaznem, ale że poprzez żonglerkę osiąga realizację ideałów godności ludzkiej, wolności i wszechstronnego rozwoju.
Żonglerka jest sportem. Jak wszystkie sporty, jest to realizacja możliwości ludzkiego ciała, próba osiągnięcia optymalnej kondycji; oznacza to przyzwyczajenie się do poważnego treningu i zdyscyplinowanego życia (higiena, sen, dieta...), co wszystko przynosi korzyści psychologiczne.

Ponadto, żonglerka, podobnie jak sport, oznacza rywalizację, dążenie do tytułu, rekordu, medalu. Złote medale i Złote Klauny Festiwalu Cyrku Jutra w Paryżu oraz Międzynarodowy Festiwal Cyrkowy w Monako są tego dowodem.
I myślę, że europejskie spotkania mają jeszcze długą drogę do przebycia.
Byłoby dobrze i motywujące, gdyby oprócz „zabawowych konkursów” zorganizowano również poważne zawody. „Kaskada” i spotkania żonglerów mogą być źródłem wymiany pomysłów i, nie chcąc brzmieć utopijnie, myślę, że takie pomysły, mądrze praktykowane, mogłyby w przyszłości doprowadzić do zaproponowania żonglerki jako dyscypliny olimpijskiej.
Osobiście widzę w żonglerze co najmniej tyle samo cech sportowych, co w strzelcu podczas zawodów strzeleckich w Los Angeles.
Chętnie bym zobaczył, gdybyście zastanowili się nad tymi pomysłami, drodzy żonglerzy:

Wprowadzenie komisji odpowiedzialnej za koordynację tego typu działalności żonglerskiej i systemu wyboru uczestników, definiowanie trików, tworzenie jury, przyznawanie punktów…
Myślę na przykład, że jury powinno przyznawać punkty za dwa kryteria, po pierwsze za technikę, w zależności od stopnia trudności, a po drugie za interpretację artystyczną, oceniając rytm, estetykę, choreografię i oryginalność.
(Porównywalne z systemem oceny łyżwiarstwa figurowego lub windsurfingu freestyle) Taka ocena umożliwiłaby klasyfikację, która odpowiadałaby subiektywnemu wrażeniu publiczności na temat piękna widowiska.
Powinniśmy wymyślić „symbol nagrody” (jak Oscary dla filmu), który jednocześnie służyłby jako znak towarowy do reklamy i popularyzacji żonglerki w społeczeństwie.
Może wpis do Księgi Rekordów Guinnessa zrobiłby wrażenie na publiczności, z komercyjnego punktu widzenia.”

Francois Chotard podczas pokazu publicznego we Frankfurcie

W późniejszej odpowiedzi przyznał, że nowe doświadczenie nieco zmieniło jego opinię. Brał udział w 3. Międzynarodowym Festiwalu Żonglerki i Magii w Rive-de-Gier między St. Etienne a Lyonem, zorganizowanym przez Asthony'ego, znanego francuskiego artystę.

(Image: The numbers 4, 5, and 5, stacked on top of each other, with a stylized design.) #todo

Jury podczas tegorocznej Konwencji IJA (Zdjęcie) #todo

Zdjęcie: „Jugglers World”

Chotard: „Niedziela była zdominowana przez ducha rywalizacji. Naprawdę polegała na rywalizacji i czułem napięcie, nerwowość, zaciekłość, wszystkie te rzeczy, które są sprzeczne z duchem zabawy i radości.
U podstaw problemu leży: artysta, który dąży do tytułów i medali, ten, którego Toby Philpott w pierwszej Kaskadzie tak trafnie nazwał „Olimpijczykiem”, może woleć uczestniczyć w takich spotkaniach, aby ozdobić swoje CV. Ale „amator” w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu, jako ten, który żongluje z miłości do rzeczy, będzie miał więcej zabawy na europejskich spotkaniach… i tak powinno być na festiwalu '85.”


Przyszłościowe pomysły, które Francois Chotard przedstawia w swoim pierwszym liście, są w dużej mierze już rzeczywistością na wielkim spotkaniu I.J.A. w USA.
Jesienne wydanie „Jugglers World” jest pełne wyników „poważnych” zawodów, które odbyły się w lipcu w Las Vegas. Tutaj możesz przeczytać, jak Albert Lucas nie tylko zaprezentował najlepszy pokaz sceniczny, zdobywając „Mistrzostwo USA”, ale także wygrał sprint na 100 m w 12,67 sekundy, a także zawody na 7 przedmiotów w 1 minutę 36,53 sekundy (dotychczasowy rekord: 20,89 sekundy!), zawody na 5 maczug w 21 minut 5,67 sekundy (dotychczasowy rekord 6 minut 10 sekund) i „Pierścienie według liczby” (Numbers Challenge) z 9 sztukami przez ponad wymagane 20 czystych rzutów w powietrzu!
Konkurs sceniczny, „US Nationals”, ma jeszcze bardziej wyrafinowany system punktacji niż ten zaproponowany przez Francois.
60% ocen dotyczy techniki (podzielonej na oceny za trudność i za bezbłędne żonglowanie), 40% prezentacji (w tym kategoria kostiumów).
Uczestnicy muszą przejść rundę eliminacyjną, a tylko 10 najlepszych dociera do finału.

Notatki żonglera

Argument za żonglerką jako sportem

Bill Giduz, redaktor Jugglers World, pisze w liście do „Kaskady”:
Uważam, że europejskie „zabawowe zawody” są świetne i byłoby to coś, co moglibyśmy wprowadzić również na naszym kongresie.
Ale myślę, że wkrótce również ulegniecie presji, aby wprowadzić jakiś rodzaj ocenianego indywidualnego konkursu. Myślę, że coś takiego istniało wcześniej pod nazwą „Mistrzostwa Rastellego”, ale niewiele wiem o tym forum. (Nigdy o tym nie słyszeliśmy. Czy ktoś może nam napisać, czym to było i dlaczego już nie istnieje? red.) Być może fakt, że już nie istnieje, mówi coś o jego popularności! Chciałbym jednak twierdzić, że rywalizacja wzbudziła zainteresowanie naszymi kongresami i to nie kosztem czystej zabawy. Myślę, że to naturalne, że ludzie o podobnych zainteresowaniach chcą się ze sobą mierzyć, a my w IJA oferujemy im uczciwą okazję do tego… a także innym możliwość zobaczenia, jak najlepsi żonglerzy pokazują, co potrafią. Mniej niż 10% wszystkich uczestników kongresu aktywnie bierze udział w zawodach, ale stawiam, że 90% chce oglądać.”

W swojej własnej kolumnie JW, „The Juggler's Jottings”, Bill opowiada się za zawodami ocenianymi wyłącznie według kryteriów sportowych i technicznych. Wyjaśnia:
„Artyści występujący mają forum na każdym rogu ulicy każdego dnia. Biedna dusza, która nie ma ekstrawertycznej osobowości, ale mimo to pasjonuje się żonglerką, nie ma możliwości zwrócenia na siebie uwagi i jest ignorowana z powodu braku prezentacji. Chcę, aby tacy ludzie otrzymali sprawiedliwe uznanie za swoje umiejętności, bez presji bycia zabawnym.”
Wyobraża sobie, jak komentator na Olimpiadzie w 1992 roku powie:

Zdjęcie: Astrid Schenk

(Image: A logo of a stylized figure juggling balls.) #todo

„Następna wystąpi Angielka Minny Bahls. Proszę spojrzeć na precyzję, z jaką żongluje 5 piłkami za plecami! Szczyty trajektorii są oddalone od siebie o nie więcej niż 5 cm. Uwaga! Lekko chwiejne przejście do formy „Shower”… przez to prawdopodobnie traci dziesiątą część punktu. Ale jak bez wysiłku przechodzi z Shower do żonglerki naziemnej! A teraz na zakończenie piruet… mistrzowsko złapany. Po prostu super! Proszę spojrzeć, jak się uśmiecha. I jak szaleją widzowie – wiedzą, jak dobrze to było!”
Gdyby żonglerka została uznana za dyscyplinę olimpijską, Bill wierzy, że „więcej ludzi doceniłoby techniczną i fizyczną trudność żonglerki, i że powoli zrozumieliby, jak trudne jest – stworzenie pięknej formy sztuki z tej nieskończenie złożonej dyscypliny sportowej!”

Więc co o tym myślicie? Napiszcie nam swoją opinię!

Zdjęcie: „Jugglers World”

Kultura sportowa w Oldenburgu

Od 16 do 18 listopada 1984 roku w Instytucie Sportu Uniwersytetu w Oldenburgu odbył się „2. Rynek Gier i Ruchu na rzecz Alternatywnej Kultury Sportowej”.
Wydarzenie podzielono na trzy główne obszary: fora robocze, występy różnych grup i solistów oraz dyskusje. Miano pokazać możliwości uprawiania sportu inaczej niż w tradycyjnym stylu, mianowicie poprzez więcej gry zamiast rywalizacji i gry z dużymi grupami. Na programie znalazły się również pogranicza sportu i teatru, takie jak pantomima, taniec i sztuczki, takie jak akrobatyka i żonglerka.
W sobotnie przedpołudnia odbyły się cztery fora robocze na tematy: gra, doświadczenie ciała, sztuczki oraz taniec i ekspresja. Na forum roboczym „Sztuczki” oferowano między innymi warsztaty żonglerki, akrobatyki i koła cyrkowego.
Ogólnie rzecz biorąc, oferta forów roboczych wydawała mi się bardziej interesująca dla pedagogów sportu niż dla kuglarzy, żonglerów i innych artystów, którzy chcieli się tu czegoś nowego nauczyć.
W piątek i sobotę wieczorem odbyły się publiczne występy, które miały dać przegląd stanu „alternatywnych” grup sportowych, gier i artystycznych.
Wystąpiły między innymi grupy Kontrollierter Abstrurz, Ätsch, Klapps Kalli's Keulen Kompany, Tanztheater Bonn, Tanztheater Impuls i Tanztheater Elcetera.
Ponadto wystąpił również rowerzysta jednośladowy Sem Abrahams i żongler Werner Rausch. Podczas wieczornych programów profesjonalizm jednak przeważył nad grą i „alternatywnością” – cokolwiek by to znaczyło. Nawet jeśli 2 klaunów ze Szkoły Klaunów i Kuglarzy w Oldenburgu łączy swoje zapowiedzi z wysoce artystycznymi numerami, niektórym grupom, które występują później, trudno jest pokazać coś ekscytującego publiczności, która została już rozpieszczona przez „Oldenburskie Lato Kulturalne” (festiwal sztuki ulicznej przy wsparciu miasta).

(Image: A black and white photo of Sem Abrahams riding a unicycle.) #todo

Sem Abrahams we Frankfurcie

Podczas programu dla dzieci w sobotnie popołudnie, między innymi z Ätsch i Knall & Fall, można było zaobserwować jeszcze więcej spontaniczności, entuzjazmu i radości z gry u widzów i wykonawców.
W sobotę i niedzielę odbyły się również dyskusje na następujące tematy:

  1. Alternatywny sport w szkole
  2. Alternatywna kultura sportowa – depolityzowana tania kultura?
  3. Dajcie nam pieniądze – sztuczki finansowania i organizacji alternatywnej kultury sportowej.

Organizacja tego wydarzenia była optymalna, wszyscy uczestnicy mieli darmowe noclegi, a wyżywienie było zapewnione w wystarczającej ilości. Ogólnie rzecz biorąc, życzyłbym sobie więcej radości z gry i spontaniczności, a mniej teorii i superartystycznych występów, ale być może pojechałem do Oldenburga z błędnymi wyobrażeniami i oczekiwaniami.

Reinhold Becker