Przejdź do treści

Kaskada 004 - 1985

Coś w powietrzu wisi

"Szczęśliwy żongler śpiewa i tańczy
niczym Fred Astaire.
Coś w powietrzu wisi.
Gdyby szczęście było biznesem,
byłby milionerem.
Coś, coś, coś,
coś, coś w powietrzu wisi."

To trzecia zwrotka piosenki kopenhaskiej grupy żonglerskiej Jonglører mod Tyngdekraften, która zapraszała na Nordyckie Spotkanie Żonglerów od 3 do 5 maja.

Wygląda na to, że w Kopenhadze coś się dzieje – coś w powietrzu: Kiedy po raz pierwszy rozłożyliśmy nasze rekwizyty na deptaku, żeby zarobić na podróż, zanim jeszcze zdążyliśmy zacząć, z nieba posypały się monety. Ale w powietrzu było coś jeszcze – mianowicie maczugi i piłki innych żonglerów, którzy robili to samo co my. Typowe oznaki… coś wisi w powietrzu…

Podążając za powiewem wiatru, trafiliśmy do małego mieszkania Erika i Susanne na pierwsze przyjęcie: herbata, więcej żonglerów, „Cześć, ty też tu jesteś?”, pomoc w znalezieniu noclegu, nowości, śmiech, przytulna atmosfera. To było pierwsze wrażenie, które utrzymało się przez kolejne dni: serdeczne, przytulne, poufne, rodzinne.

W piątek wszystko ruszyło na dobre. Trzy hale szybko się zapełniły i wkrótce wyglądało, jakby zawsze tylko się w nich żonglowało. Kopenhażanie byli przytłoczeni, tylu ludzi się nie spodziewali („Dobrze, że na ostatnią chwilę wynajęliśmy trzecią halę”). Przybyło ponad 150 osób, niewielu ze Szwecji i Finlandii, ale za to znacznie więcej z Niemiec, Anglii i oczywiście Danii.

Pomysł, by w piątkowy wieczór zaserwować wszystkim pyszną, domową, wegetariańską kolację za darmo, był strzałem w dziesiątkę, co potwierdziły zachwycone mlaskanie i kolejki po dokładki – wszystkim smakowało wyśmienicie.

W sobotę odbyła się tradycyjna parada przez miasto – od czasu do czasu trochę mokro i zimno, ale za to jeszcze zabawniej – oraz zawody na Kultorvet. Jedną z konkurencji było „żonglowanie kostkami lodu”, podczas którego pobito kopenhaski rekord z zeszłej zimy, osiągając 9 minut i 5 sekund.

Oczywiście odbyły się również różne warsztaty. Akrobatyka, diabolo, devil stick, żonglerka maczugami, multiplex… Najbardziej zaimponowało mi to, że prawie wszystkie warsztaty prowadzili członkowie kopenhaskiej grupy żonglerskiej. Potrafią nie tylko świetnie organizować.

W sobotnie popołudnie rozpoczęły się nerwowe przygotowania do wieczornego pokazu. Kto kiedy występuje, światła, zapowiedzi, muzyka, chaos. Efektem był wspaniały, zabawny występ, podczas którego oglądanie było równie ekscytujące i porywające, co współuczestnictwo. Jako specjalną atrakcję, Jongløre mod Tyngdekraften (20 osób) otworzyli program swoim słynnym utworem „There's something in the air”, do znanej melodii „Jeg har aldrig fået noget” (?!). Następnie wszyscy udali się na pobliską imprezę, gdzie tańczono i świętowano do wczesnych godzin porannych (ale już nie żonglowano!).

Całe spotkanie pokazało, że żonglerzy mają ze sobą znacznie więcej wspólnego niż tylko żonglerkę. Tak jak wciąż próbowano nowych kombinacji żonglerskich, tak też grupy siedziały przytulnie w kątach lub przy stolikach kawowych w przedpokoju i rozmawiali.

W niedzielę odbyło się zwykłe, ospale rozpoczynające się „spotkanie biznesowe”, które nabrało tempa dzięki zwyczajowym gorącym dyskusjom na temat pożytku IJA dla Europy. Na koniec rozległy się ogromne brawa dla organizatorów, którzy podjęli się również trudu przepisania wszystkich adresów i przygotowania małej gazetki o spotkaniu.

„Throw-Up Times” zostało rozdane wszystkim i rozpoczęło się wielkie pożegnanie. Każdy, nieco wyczerpany euforią ostatnich dni i ostatniej nocy, ruszył w swoją stronę… ale coś w powietrzu pozostało…

Najlepsze jest to, że Kopenhażanie już teraz zapraszają wszystkich na przyszły rok, w dniach 25-27 kwietnia.

Byłoby wspaniale, gdyby więcej osób wpadło na pomysł zorganizowania małego „regionalnego” spotkania, z dużą halą do żonglerki i przytulną kawiarnią.

G.H.

Linki: Søren Agger & Henrik Lehmann,
Kopenhaga.
Na dole po lewej: Die Kapriolen, Wiesbaden.
Zdjęcia: Werner Lüft

Raport ze szkół cyrkowych

W odpowiedzi na duże zapotrzebowanie, oto krótkie podsumowanie kilku szkół, które mogą pomóc Ci rozwinąć swój pokaz poza żonglerkę i włączyć inne sztuki cyrkowe i estradowe. Zostało ono przygotowane na podstawie informacji przesyłanych przez same szkoły oraz komentarzy Henrika Bothe z Danii, który porównuje różne możliwości z celem wzbogacenia swojego pokazu żonglerskiego o „sztuki teatralne”.

ÉCOLE NATIONALE DU CIRQUE

Centre National Supérieur de Formation aux Arts du Cirque

Szkoła ta postrzega siebie jako instytucję wyższego szkolnictwa (czyli rodzaj cyrkowej uczelni). Jest przeznaczona głównie dla Francuzów, choć w pewnych przypadkach akceptowani są również studenci zagraniczni. Musisz mieć ukończone 16 lat i pewne doświadczenie akrobatyczne (lub przynajmniej sportowe). I musisz zdać rygorystyczny egzamin wstępny.

Samo szkolenie jest bezpłatne, ale musisz zapłacić za zakwaterowanie w akademiku, w którym musisz mieszkać przez pierwsze dwa lata.

Podstawowe dyscypliny to: akrobatyka (na przyrządach i na ziemi), techniki dramatyczne i klaunowskie; jeździectwo artystyczne (w tym akrobatyka na koniu); taniec (klasyczny, nowoczesny, ekspresyjny); muzyka; techniki cyrkowe. Ponadto nauczysz się: historii cyrku i sztuki, języków obcych, anatomii i fizjologii, socjologii i prawa pracy, a także: jak komponować numery (reżyseria, kostiumy, maski...).

Po pierwszych dwóch latach możesz specjalizować się w ostatnich dwóch latach, w zależności od tego, czy chcesz sam występować, czy uczyć innych sztuk.

„Egzamin” to publiczny pokaz, podczas którego jury ocenia przygotowane przez studentów rutyny.

Po ukończeniu studiów szkoła stara się jak najlepiej pomóc Ci znaleźć miejsce w świecie cyrku i rozrywki oraz obserwuje Twój rozwój w pierwszych dwóch latach kariery estradowej.

Zgodnie z ogólnym, tradycjonalistycznym podejściem, dyscyplina jest surowa: „Praktyka zawodowa w cyrku wymaga precyzji i punktualności, żelaznej dyscypliny, „higieny” ciała i ścisłego przestrzegania przepisów bezpieczeństwa.”

Szkoła ta rozpoczyna działalność we wrześniu 1985 roku, więc nie ma jeszcze żadnych relacji z osobistych doświadczeń. Ale brzmi to tak, jakbyś musiał być całkiem dobry, żeby się dostać, i bardzo zdeterminowany, żeby ukończyć kurs.

L'Ecole au Carré

To kolejna tradycjonalistyczna szkoła, która wymaga od swoich studentów absolutnego zaangażowania. Kursy w dziale cyrkowym (jest też dział pantomimy) trwają co najmniej dwa lata. W pierwszym roku studenci uczą się podstaw akrobatyki na ziemi, tańca klasycznego, stepowania, fechtunku i ogólnych sztuk cyrkowych. Awansując do drugiego roku, zachęca się do pracy nad występem w konkretnej dziedzinie, jedną z nich jest żonglerka.

Dodatkowym bonusem jest możliwość oglądania treningów najlepszych profesjonalistów w miesiącach zimowych.

Zanim przeczytasz dalej, należy wspomnieć, że górna granica wieku to 23 lata! Każdego roku przyjmowanych jest tylko 25 nowych studentów, a opłaty są pobierane: 500 franków za pierwszy miesiąc (okres próbny), 600 FF za każdy z następnych dwóch miesięcy, a następnie 1800 FF za trymestr. Znalezienie zakwaterowania w centrum Paryża leży po Twojej stronie.

Ecole Nationale du Cirque

Znana również jako szkoła Fratellini, nazwana na cześć założycielki Annie Fratellini. Szkoła posiada duży namiot (z ogrzewaniem zimą), studio tańca, warsztaty rzemieślnicze i ujeżdżalnię. Oferują oddzielne kursy dla różnych grup wiekowych.

Sekcja „C” jest otwarta dla wszystkich powyżej 14 roku życia. Oferuje pełnoetatowe szkolenie (9-17, od poniedziałku do piątku) i prowadzi do oficjalnych „certyfikatów” oraz wszechstronnych kompetencji w każdej możliwej umiejętności potrzebnej do pracy w małym cyrku.

Oznacza to, że dostępne są nie tylko kursy tańca, akrobatyki, chodzenia po linie, żonglerki, trapezu, klaunady i akrobatyki na koniu, ale także w bardzo praktycznych dziedzinach, takich jak stolarstwo, obróbka metali, malowanie (dekoracje i wozy cyrkowe), rozstawianie i demontaż namiotów cyrkowych, księgowość i francuski. Wszystko to kosztuje 400 FF miesięcznie, plus obowiązkowe ubezpieczenie w wysokości 300 FF rocznie.

Sekcja „D” oferuje popołudniowe kursy tańca, akrobatyki, chodzenia po linie, żonglerki, równowagi, trapezu, klaunady i akrobatyki konnej. Dostępne są również wieczorowe kursy tańca i akrobatyki, a Henrik poinformował nas, że namiot można również wynająć do własnych treningów za 250 FF miesięcznie.

The Commedia School

Tutaj również nauczane są sztuki cyrkowe, ale w innej tradycji. Ole Brekke, dyrektor, mówi:

„Szkoła Commedia kładzie nacisk na ludowe formy teatralne. W tych formach aktorzy wykorzystują swój własny, unikalny styl komunikacji z publicznością.

Ścieżka studiów prowadzi każdego studenta do znalezienia i rozwinięcia własnego stylu gry poprzez intensywne studiowanie wielu rodzajów ekspresji cielesnej, co zaczyna się od ciszy w pustej przestrzeni.

Mime, ruch, analiza ruchu, improwizacja,
akrobatyka, żonglerka, pantomima, walka,
luźna lina,
maski metafizyczne, charakterystyczne, larwy,
maski z odpadów

Studenci odkrywają swoją własną spontaniczność i kreatywność jako artyści, rozwijając materiał performatywny dla tych znanych form teatralnych:

klaun, opowiadanie historii, melodramat,
Commedia dell'arte i sztuka kuglarska

Szkoła została założona w 1978 roku w Sztokholmie przez Ole Brekke z 8 studentami. Od tego czasu rozrosła się do dwuletniego programu z 40 studentami z całej Europy.

We wrześniu każdego roku przyjmowanych jest 25 studentów na pierwszy rok. Absolwenci szkoły pracują we wszystkich dziedzinach sztuk performatywnych, w tym w cyrku.”

W następnym wydaniu Kaskady mamy nadzieję kontynuować raport z informacjami o innych szkołach. Jeśli masz jakieś informacje, prześlij je nam. Będziemy szczególnie zainteresowani usłyszeć od studentów, absolwentów lub nauczycieli historie z życia praktykantów cyrkowych w szkole cyrkowej.

Więcej informacji, formularze zgłoszeniowe itp. można uzyskać pod następującymi adresami:

Centre National Supérieur de Formation aux
Arts du Cirque,
1, rue du Cirque,
BP No. 58
F-51006 Chalons-sur-Marne,
Francja

L'Ecole au Carré,
Centre de Formation aux Arts et Techniques
du Cirque et du Mime,
106, rue Brancion,
F-75015 Paris,
Francja

Ecole Nationale du Cirque,
2, rue de la Clôture,
F-75015 Paris
Francja

The Commedia School,
Ole Brekke, Dyrektor,
Søliljevej 46
DK-2650 Hvidovre,
Dania

P.K.

Zasady gry

Z jakiegokolwiek powodu byś nie żonglował, znasz zafascynowaną reakcję ludzi, którzy oglądają Cię po raz pierwszy.

Żongler to archetypowa postać, blisko spokrewniona z magikiem i łotrem. Ludzie są zafascynowani „magicznymi” czynnościami i często zakładają, że masz również niezwykły styl życia lub podejście do świata.

Cóż, może nie uważasz swojego życia za niezwykłe (może jesteś zwykłą pracującą osobą z nieco ekstrawaganckim hobby), ale i tak przyciągniesz uwagę sąsiadów.

Żonglerka jest wyrazem wzorów i porządku, dlatego często kojarzona jest z boskimi cechami władzy i kontroli nad chaosem. Wiele pokazów ulicznych, które widziałem, wykorzystuje klaunowski, chaotyczny styl, rozrzucone rekwizyty są chwytane losowo i używane do tworzenia tymczasowego modelu porządku w chaotycznym otoczeniu, nad którym wykonawca nie ma pełnej kontroli.

Kiedy powstał cyrk, stał się idealnym forum dla żonglerów. Wielki namiot kontrolował wiatr i światło, jednocześnie pomagając skupić uwagę publiczności. Podróże zapewniały im nowe publiczności, co było ważne dla krótkich, trudnych występów wariacyjnych, ponieważ takich numerów nie można było łatwo zmienić, jak w przypadku piosenkarza i gawędziarza.

Precyzja numerów żonglerskich i innych pokazów umiejętności i odwagi, które można zobaczyć w cyrku, są wyrazem opanowania trudnego i nieprzewidywalnego świata. Heroiczne i potencjalnie tragiczne pokazy szlachetności mogą pozostawić publiczność z poczuciem niższości, lub mogą nie być wystarczająco zaimponowane, aby docenić włożoną pracę. Istnieje postać, która stoi w kontraście do superbohaterów, a mianowicie klaun.

Żongler i linoskoczek pokazują zrozumienie newtonowskiego świata fizyki, przekształcając możliwości w prawdopodobieństwa, aby ostatecznie zredukować je do praktycznych faktów.

Nie idziemy po to, żeby ich zobaczyć wpadających, ale musimy pamiętać o tej możliwości, żeby być podekscytowanym.

Dla artysty najlepiej jest podkreślić trudność, a czasem zmistyfikować prosty proces, podczas gdy jest pewien, że odniesie sukces w wybranym zadaniu, a następnie wróci do swojego przyczepy jak zwykle.

Lubimy widzieć, że świat może być zorganizowany i przewidywalny, ponieważ tak często nie udaje nam się kontrolować rzeczy tak umiejętnie, jak byśmy chcieli.

Częścią zadania klauna jest odegranie nas takimi, jakimi często jesteśmy w rzeczywistości.

Oznacza to, że przyjmuje rolę nowicjusza i przypadkowo wpada w coś trudnego lub niebezpiecznego. Zazwyczaj tego typu klauni są odgrywani przez członka głównej trupy, nawet jeśli mogą wyjść z publiczności w zwykłych ulicznych ubraniach.

Później zrzucają ubrania, przyznając, że są potajemnie kimś wyjątkowym. To rozwiewa nasze ostatnie wątpliwości lub obawy i pozwala nam docenić ukryte umiejętności.

Właśnie dlatego, że katastrofy są przewidywalne, możemy dostrzec, co może pójść nie tak u nowicjusza na trapezie lub u kogoś, kto (rzekomo) po raz pierwszy próbuje żonglować. To, że wiemy, co się stanie, gdy zrobią pewne rzeczy, sprawia, że śmiejemy się, gdy tego próbują.

Inna strona naszego świata nazywana jest „przypadkiem”. Dla nowicjusza upór przedmiotów, ludzi lub praw natury utrudnia życie. Wszystko, co może pójść nie tak, idzie nie tak.

Klaun jest wybawiany z tego tragicznego świata przez szczęśliwy zbieg okoliczności, szczęście nowicjusza, zaczarowane życie, szczęśliwe zakończenie, gdzie wszystko rozpada się w dobrobyt zupełnie niezasłużenie.

W większości przypadków ten mistyczny wynik, w którym klaunowi udaje się wszystko, nie dziwi klauna, ponieważ wierzy, że zrobił to celowo i może to zrobić ponownie.

Widzowie wiedzą, że klaun nie mógłby naśladować trudnych sztuczek bez lat praktyki. Klaun postrzega wszystko jako ciągły magiczny moment i często przewyższa wysiłki ciężko pracującego, poważnego aktora dzięki „szczęściu”. Jeśli mu się nie uda, jest po prostu zdziwiony, dlaczego nie działa po prostu z siłą woli.

Jeśli cały pokaz składa się z nieomylnych artystów, publiczność powinna być pod wrażeniem, ale może też po prostu czuć się głupio lub gorsza. Klauni pozwalają publiczności czuć się lepsza, ale mogą też pokazać, jak ograniczające mogą być poważne myśli i rozsądne oczekiwania.

Ponieważ wszystkie postacie należą do tej samej grupy, rozumiemy, że nie zaprzeczają sobie nawzajem, ale są uzupełniającymi się biegunami.

Widzimy interakcję między porządkiem a chaosem, bezpieczeństwem a ryzykiem, postaciami autorytarnymi a anarchistami, systemem społecznym a jednostkami, kontrolą a spontanicznością. Są ludzie, którzy bawią się prawami natury, jak żongler, i ludzie, którzy improwizują rozwiązania nieznanych sytuacji, jak klaun.

Widzimy połączenie zabawy i powagi. Cywilizacja i rozsądne wartości konfrontowane są z paradoksalnym porządkiem naturalnym lub magicznym światem bogów, dzieci, zwierząt i kuglarzy.

Teatr, film i telewizja tworzą dwuwymiarową iluzję rzeczywistości i podobnie jak obrazy, trzeba je oglądać z określonego punktu, aby uzyskać pełny efekt. Cyrk i teatr uliczny są trójwymiarowe, podobnie jak rzeźby, oglądane ze wszystkich stron, bez niczego ukrytego. Są teatrem aktualności. W cyrku wielkie tematy komedii i tragedii są rozgrywane na poważnie.

Społeczny lęk przed zakłopotaniem lub wstydem stoi w opozycji do ambicji żonglera. Gorzka rzeczywistość obrażeń i śmierci jest przekształcana przez zręcznych akrobatów w latające sny.

W przeciwieństwie do tego, nieprzewidywalny, zawodny świat klauna okazuje się znacznie bardziej podobny do niezdarnego, nieuporządkowanego świata, w którym wszyscy żyjemy.

Dla satysfakcjonującego pokazu, czy to w cyrku, na ulicy, czy nawet w teatrze, najlepiej jest pozwolić tym dwóm przeciwstawnym postaciom działać. Musimy zobaczyć jedno i drugie, dyscyplinę i spontaniczność.

Jestem pewien, że sukces publicznych pokazów ostatnich kilku spotkań żonglerskich wynikał z wspaniałej mieszanki tych elementów. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić występując, niezależnie od maski, którą użyjesz, aby ukryć ciężką pracę związaną z nauką techniki, czy to żonglerki, czy klaunady.

Toby Philpott

Żonglerka a zdrowie

Gdzie boli?

Ponieważ lubię (choć nie umiem dobrze) żonglować i zawodowo zajmuję się medycyną pracy, chciałbym zająć się nieco medyczną stroną żonglerki.

Interesują mnie informacje od wszystkich żonglerów dotyczące:

a) ewentualnych problemów zdrowotnych wynikających z żonglerki i pokrewnych sztuk (np. naciągnięcia mięśni pleców przy zbyt gwałtownych ruchach bez rozgrzewki; dolegliwości stawów barkowych przy „robieniu liczb”; urazy przy żonglowaniu maczugami, oparzenia od pochodni ogniowych itp.)

b) wszystkich pozytywnych zmian fizycznych, psychicznych i duchowych, które zachodzą podczas żonglerki (np. większa zręczność i pewność chwytu; relaks, odpoczynek i zabawa; zwiększenie szybkości reakcji; poszerzenie kręgu zainteresowań; rozwój umiejętności lepszego wyobrażania sobie przestrzennych, złożonych ruchów itp.)

Czekam na każdą informację przesłaną pocztówką lub listem, lub ustnie w Louvain La Neuve. Być może na podstawie wstępnych ustaleń uda się opracować celowaną ankietę (rozsyłać, analizować itp.), która ostatecznie posłuży 3 celom:

  1. Udzielenie wskazówek dotyczących treningu/ćwiczeń żonglerskich, aby uniknąć problemów zdrowotnych.

  2. Identyfikacja czynników, które zwiększają podatność na problemy/urazy wynikające z żonglerki.

  3. Udzielenie porad terapeutycznych w przypadku wystąpienia dolegliwości spowodowanych żonglerką.

Ważne są również relacje o pozytywnych skutkach żonglerki, ponieważ można by wtedy spróbować je dokładniej zbadać.

Czekam na liczne korespondencyjne i ustne wiadomości!

Herbert J. Zimmermann
Backhaushohl 47
D-6500 Mainz 1

Żonglerka jako terapia

autorstwa Ali (fizjoterapeuta i żongler Cardiff Balls Up)

Jako żonglerzy wszyscy dostrzegamy psychologiczne i fizyczne korzyści płynące z rzucania i łapania wszystkiego, co wpadnie nam w ręce. Ale powoli żonglerka jest również uznawana w innych dziedzinach za użyteczną formę rehabilitacji. W kilku szpitalach w Anglii i Walii żonglerka została zintegrowana z codziennymi zajęciami pacjentów.

Zaczęło się, gdy w Cardiff, z pomocą Toby'ego Philpotta, powstała grupa żonglerska, w której skład wchodzili, między innymi, liczni terapeuci ruchu i zajęciowi.

Od tego czasu ci żonglerzy znaleźli zatrudnienie w szeregu szpitali i powoli przekonują osoby decyzyjne w brytyjskiej służbie zdrowia, że nie są ekscentrykami (no, przynajmniej nie całkowicie) i że żonglerka naprawdę ma coś do zaoferowania wspomnianym pacjentom.

Używaliśmy żonglerki w klinikach psychiatrycznych z pacjentami z problemami behawioralnymi i motywacyjnymi, a także u osób w stanach psychotycznych i depresyjnych, aby poprawić koordynację, koncentrację i sprawność fizyczną, jednocześnie dając pacjentom konkretną motywację do sukcesu (tj. poczucie wspaniałości po opanowaniu nowego triku).

Osobiście doprowadziłem grupę starszych ludzi, którzy wcześniej nic nie robili, tylko siedzieli cały dzień w fotelu, do rzucania i łapania woreczków z ryżem w powietrzu i do siebie nawzajem.

Żonglowaliśmy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną i dziećmi z zespołem Downa, które być może nie osiągną wiele i uczą się ogólnie powoli, ale cieszą się każdą minutą.

W grupach fizjoterapeutycznych zajmujących się urazami rąk i barków, wcześniej preferowano proste i dziecinne gry, w tym rzucanie i łapanie jednego woreczka z ryżem, czasami dla grupy sześciu lub ośmiu osób. Dorośli pacjenci czuli się przy tych grach zazwyczaj znudzeni i dziecinni. Wprowadź żonglerkę, a nadal możesz ćwiczyć te same mięśnie i stawy, ale daje to pacjentowi cel, do którego może dążyć, i wnosi więcej zainteresowania i zabawy.

Jak widać, żonglerka ma wiele dobrych stron, w tym rozładowanie monotonii pobytu w szpitalu, a co najważniejsze, jak wszyscy wiemy, sprawia RADOŚĆ!

Zakład, że...

Chciałbym rzucić wyzwanie wszystkim żonglerom.

Kto potrafi utrzymać w powietrzu dziewięć piłek jednocześnie? Myślę, że jest jakiś czarny Amerykanin, który kręci 8 piłek do koszykówki. Do września mam nadzieję kręcić 10 piłek.

Posiadanie tak ambitnego celu nie odbiera mi całej radości z treningu; jest to raczej motywacja do zaakceptowania faktu, że trzeba pogodzić się z mniejszą ilością zabawy, jeśli chce się osiągnąć „najwyższy poziom”.

Francois Chotard, Murs-Erigné, Francja

Szczęśliwy człowiek

Heinrich Dreesen, Brema (zdjęcie) znalazł poniższy tekst w książce CIRCUS autorstwa R. Bart i M. Cortesi, Schweizer Verlagshaus, Zurych 1970

PETER BICHSEL o „szczęśliwym człowieku”

Żongler jest doskonałym etapem maga. Kiedy mag wyciąga królika z kapelusza, wiem, że jest w tym jakiś trik. U żonglera zręczność jest całkowicie jawna. Robi coś, co jest widoczne i możliwe. Rozumiem, że można utrzymać w powietrzu pewną liczbę piłek jednocześnie. Tylko: ja tego nie potrafię.
Pamiętam film „Czerwony pirat”. Burt Lancaster i Nick Cravat bawią się granatem ręcznym. Rzucają go sobie nawzajem, upuszczają i łapią tuż przed ziemią. Swoją zręcznością niwelują niebezpieczeństwo granatu ręcznego. Granat ręczny zostaje wyśmiany przez zręczność. Żongler swoją zręcznością właściwie pokonuje niebezpieczeństwo codzienności. Żongler jest szczęśliwym człowiekiem. Nic nie może mu się stać. Mam to uczucie, gdy oglądam takie numery. Żongler wydaje mi się wolnym człowiekiem, panuje nad przedmiotami.

Przychodzi mi do głowy coś na ten temat: Kiedy obserwuje się amerykańskiego żołnierza w Niemczech zapalającego zapalniczkę, robi to w pięciu niezwykle zręcznych ruchach: jedną ręką otwiera zapalniczkę, jednocześnie przesuwa kciukiem po kółku, zapala i dwoma kolejnymi skomplikowanymi chwytami zamyka zapalniczkę. Gdyby użył do tego obu rąk, poszłoby znacznie szybciej, ale znacznie mniej elegancko. Nie zależy mu więc na tym, żeby jak najszybciej mieć ogień, ale na opanowaniu zapalniczki. Nasz świat jest pełen takich ruchów: poruszamy się szczególnie elegancko w barze, pozwalamy whisky chlupać z wyjątkowo dużej wysokości do szklanki, trzymamy szklankę w szczególny sposób. Przy rzucaniu kośćmi używamy bardzo specyficznej techniki, aby wrzucić kości z powrotem do kubka, i tam też nie używamy drugiej ręki, chociaż byłoby to znacznie łatwiejsze. Chcemy panować nad przedmiotami, udajemy wolność. Żongler robi to z ostateczną perfekcją.

Recenzja książki - Wojna snów

To historia dla żonglujących fanów science fiction. W przedmowie autor dziękuje za techniczną konsultację grupie Flying Karamazov Brothers, a w trakcie lektury można rozpoznać niektóre ich numery.

Fabuła to w miarę ekscytująca baśń, z fascynującymi opisami fantastycznych krajobrazów, w której nielegalnie obalony król zostaje przygarnięty przez grupę podróżujących żonglerów, którzy stanowią bazę armii, z pomocą której odzyskuje kontrolę nad planetą Majipoor od złego uzurpatora.

Majipoor zamieszkują nie tylko ludzie, ale także różne inne istoty, w tym ogromne, owłosione stworzenia z czterema ramionami, zwane Skandarami. Co innego mogłaby robić rodzina Skandarów, wyposażona w tę naturalną przewagę, jak nie założyć grupę żonglerską?

Poza zabawnym nonsensem historii, „poważnie” interesujące dla żonglera jest podejście grupy do publiczności: czasami dzielą się radością z widzami, ale innym razem muszą się prostytuować przed kulturowo przesycenymi mecenasami, którzy płacą im gażę, ale poświęcają niewiele uwagi. Wielu podróżujących żonglerów rozpozna trudności finansowe i artystyczne – chociaż prawdopodobnie nigdy nie mieli do czynienia z publicznością metamorfów, którzy przybierali dokładną postać ciała i parodiowali ich występ. (A może to wskazówka na tych podstępnych żonglerów, którzy kradną pomysły innym?)

Interesujący jest również opis pierwszych prób nauki bohatera Valentine'a w jego nowym fachu. Jeśli zapomniałeś, jak to było u Ciebie, spodoba Ci się ponowne przeżycie frustracji, a potem euforii sukcesu. Antymonarchiści zakwestionują twierdzenie, że ludzie szlachetnie urodzeni szybciej uczą się żonglować niż inni. (Albo czy Andrew Allen jest w rzeczywistości następcą niemieckiego cesarza, który przybył, by odzyskać swój tron?)

A dla tych, którzy lubią filozofować, jest kilka interesujących teorii do przemyślenia – o żonglerce jako sposobie bycia i jako środku do znalezienia swojego prawdziwego ja, i tym wszystkim.

Jeśli przeczytasz tę książkę, nie zapomnij: tylko Skandar nigdy niczego nie upuszcza!
P.K.

Busking Bojo's Cycling Roadshow

To było na Oktoberfest w Monachium w zeszłym roku, kiedy zdecydowałem się zostać na ulicy przez rok, od spotkania żonglerskiego do spotkania żonglerskiego – jako żongler.

Przejechałem drogę z Anglii, ciągnąc za sobą mój przyczepkę rowerową „No Sweat”, która wiozła mój ogromny ładunek – dwie gitary, kilka własnoręcznie zrobionych maczug żonglerskich (wszystko, na co mnie było stać), zniszczony monocykl, który kupiłem za 5 funtów (bez siodełka) i oczywiście sprzęt kempingowy. Całość musiała ważyć 100 kg!

Ale to był początek nowej przygody – Busking Bojo's Cycle Roadshow (może najmniejszy objazdowy cyrk świata?) i mój cel: Frankfurt, 9. Europejskie Spotkanie Żonglerów. Cóż, musiałem sam zobaczyć, co jest na rzeczy z tym całym gadaniem.

Więc zadebiutowałem na Leidesplein w Amsterdamie na początku września. Kilka osób, które zatrzymały się w zdumieniu na widok tego dziwnego widoku, nagle zauważyło innego żonglera (nie podam nazwisk), który w pobliżu zaczął swobodnie rzucać 7 piłek w powietrze, i powoli przeszli na drugą stronę placu, żeby poświęcić mu pełną uwagę. Zostałem z lekko nadszarpniętą pewnością siebie i ego, aby przemyśleć moje dalsze dzienne plany.

Byłem tam, spłukany i głodny, i jechałem w kierunku Utrechtu. Fascynujące jest to, że kiedy jesteś głodny w obcym otoczeniu i nie masz widocznej możliwości zawrócenia lub zmiany swojej rzeczywistej sytuacji, w pewnym nieokreślonym momencie włączają się genetyczne programy przetrwania w mózgu i nagle stoisz na deptaku i bawisz ludzi w najpiękniejszy i najlepszy sposób, jaki potrafisz!

W tym momencie stało się jasne, że jedynym sposobem, aby dostać się do Frankfurtu w krótkim czasie, było żonglowanie na ulicy za pieniądze. Poza tym miałem dość brzdąkania starych piosenek Dylana na gitarze.

Chociaż moje umiejętności żonglerskie były na bardzo wczesnym etapie, uznałem za interesujące i wymagające to, że miałem wejść w zupełnie nowy obszar rozrywki.

Pewna kobieta, która podeszła do mnie po oszałamiającym pokazie absolutnej niezdarności i braku koordynacji, połączonym z żenującą niezdolnością do utrzymania się na monocyklu z jakąkolwiek gracją lub nawet do na niego wsiąść, powiedziała: „Myślę, że jesteś prawdziwym klaunem”. To było pierwsze, co o tym usłyszałem!

Ale zabawa mnie bardziej pociąga niż sama żonglerka. Wszyscy, zwłaszcza dzieci, cieszą się, gdy wszystko idzie nie tak. Telewizja pokazuje nam wybraną arystokrację wykonawców, podczas gdy brakuje kontaktu między widzem a wykonawcą. Ludzie lubią być częścią tego. Jeśli potrafisz wyciągnąć ludzi z siebie i sprawić, by się śmiali – z Tobą lub z Ciebie – może nawet dołączyli, to wygrałeś. Moje pokazy oczywiście różnią się w zależności od miejsca, w zależności od nastroju publiczności, ponieważ to publiczność tworzy pokaz, nie ja.

Tak więc jechałem dalej do Frankfurtu. Poważne problemy mechaniczne z moim przyczepką. Jedno koło postanowiło zepsuć się w niedzielę w deszczu, w środku niczego. Ale jechałem z ponurą determinacją przez granicę do Niemiec. Przyjaciel w Düsseldorfie zapewnił mi jedzenie i kąpiel, pomógł naprawić mocowanie i wysłał mnie z powrotem na ulicę, po tym jak odwdzięczyłem się za jego gościnność pokazem żonglerskim w salonie. Ale stary program przetrwania włączył się ponownie i grałem swoją drogę do Frankfurtu, akurat na czas na całą zabawę.

Po dojściu do siebie po spektaklu 400 szalonych żonglerów w jednym budynku, pojechałem do Karlsruhe, żeby odwiedzić przyjaciela przed powrotem do Anglii.

Ale mały objazd przez Monachium – dla pieniędzy, nie dla piwa – skłonił mnie do dalszej podróży, po tym jak inny rowerzysta z przyczepką wspomniał o słonecznej Hiszpanii.

W tamtym czasie wydawało się to lepszą perspektywą niż zła angielska zima, więc podjąłem wyzwanie pozostania na ulicy przez rok.

Podróż na południe okazała się trudną próbą. Południowe Niemcy i Alpy Szwajcarskie obdarzyły mnie dobrą pogodą aż do listopada. Po zarobieniu 70 funtów w 2 godziny w Bernie, zepsuł się wolnobieg w rowerze, więc musiałem pedałować cały czas z górki, dopóki nie kupiłem nowej części w Lyonie. Pedałowanie pod górę jest wystarczająco złe, ale pedałowanie i hamowanie z górki nie jest wcale zabawne.

Podarta opona w Walencji w niedzielę, 20 minut przed Plaza, zmusiła mnie do przetransportowania przyczepki w samochodzie mojego przyjaciela! Pchałbym ją, gdyby przyjaciel się nie upierał. Znalezienie nowej opony we Francji zajęło mi dni, więc kupiłem od razu dwie.

Montpellier okazał się klapą. Był zdominowany przez artystów ulicznych. Zarobiłem 4 F w 6 dni. Ktoś dał mi chleb, a rowerzysta podarował mi słoik dżemu. Z tym i ostatnią torebką herbaty przejechałem 80 km w góry do Beziers, gdzie zebrałem publiczność i zarobiłem trochę pieniędzy tuż przed zmrokiem o 17:30.
W Perpignan znów byłem spłukany, ale spotkałem kogoś na ulicy, kto dał mi 500 F. Cóż za szczęście – a może przeznaczenie. Czasami myślę, że wyczarowałem te pieniądze, koncentrując całą energię na banknocie 500 F.
To nowe bogactwo pozwoliło mi przejechać przez Pireneje do Barcelony, miasta złodziei. Dwóm innym anarchistycznym rowerzystom, z którymi jechałem przez 5 dni, skradziono rowery przed lokalem punkowym. Później ktoś mi powiedział, że mogli się cieszyć, że wyszli jeszcze z butami na nogach. Musiałem wynająć ochroniarza, żeby trzymał mnie z dala od punków na Ramblas.
Później, w Walencji, w Wigilię, zostałem zaatakowany nożem w małej uliczce. Mój kciuk i palec wskazujący zostały poważnie ranne w walce o życie. Napastnik uciekł z moimi dziennymi zarobkami, ale na szczęście nie zabrał moich gitar ani rekwizytów. Ale przez ponad tydzień nie mogłem jeździć na rowerze ani żonglować.
Boże Narodzenie spędziłem w namiocie, zniechęcony, ale bez innej alternatywy niż iść dalej.

Z powrotem na ulicy, lodowaty zimowy wiatr popchnął mnie na południe w kierunku Almerii, gdzie ukazał się o mnie artykuł w lokalnej gazecie. Niestety, nic z tego nie rozumiem! Moja znajomość hiszpańskiego była bardzo ograniczona. Oznacza to, że większość mojego pokazu była pantomimiczna.
Potem podjąłem szaloną decyzję o przejechaniu przez Sierra Nevada do Grenady. Miałem dość wybrzeża i złej wody. Ale 4 dni pod górę na najniższym biegu (z 21) z wiatrem czołowym i deszczem sprawiły, że podróż była niezwykle nieprzyjemna!
Samotnie w nocy na pustkowiu zacząłem tęsknić za domowym komfortem i tymi miłymi niemieckimi dziewczynami, z którymi nigdy nie miałem czasu się zapoznać. Ale nie było odwrotu. Dobre stare programy przetrwania.
Przez tydzień grałem w Grenadzie, nocując za darmo na zamkniętym kempingu bez udogodnień. Potem dalej do Kordoby i przez bardzo górzysty teren. Nie dajcie się oszukać – Hiszpania wcale nie jest płaska! Ale ludzie są otwarci, nawet jeśli zarabiasz tylko na chleb powszedni i sardynki.

W Sewilli padało przez 8 dni bez przerwy. Moja siostra wysłała mi 50 funtów. Szybka wizyta na karnawale w Kadyksie, a potem na Gibraltar, żeby znowu napić się angielskiego piwa i zarobić znane monety 20p i 1 funta.
Kolejna ekstremalna burza uniemożliwiła mi wjazd na Skałę przez kolejne 5 dni. Wiatr był tak silny, że dosłownie zdmuchnął mnie z roweru, a przyczepka się przewróciła. Musiałem poprosić o pomoc, żeby ją postawić.
Potrzeba było 5 policjantów, żeby przenieść mój pokaz z ulicy na najbliższy komisariat, gdzie aresztowano mnie za żonglowanie w Gibraltarze.

Nigdy nie słyszeli tam o „podróżującym artyście ulicznym”! Następnego dnia stanąłem przed sądem, przyznając się do niewinności – wciąż w stroju klauna (z wyjątkiem sznurówek).
Tego się nie spodziewali, więc spędziłem kolejną noc w więzieniu, podczas gdy oni zastanawiali się, co ze mną zrobić. Ale przyszedł prawnik na moją pomoc, który doradził mi, abym nadal przyznawał się do niewinności w obliczu różnych niemożliwych zarzutów. Następnego dnia zostałem uniewinniony, zarzuty były całkowicie bezpodstawne. Wynik był taki, że nieumyślnie otworzyłem Gibraltar dla artystów ulicznych. Hip, hip, hurra!

Ale to jest miasto-zabawka i z łatwością udało mi się uciec drogą powietrzną do Gatwick tanim, używanym samolotem. Roadshow popłynął drogą morską do Brighton. Dziwne – podróż zajęła trzy i pół godziny, podczas gdy rowerem zajęło mi to 9 miesięcy. To było dziwne uczucie w samolocie.
Dwa miesiące później, po tym jak ja i pokaz zostaliśmy odnowieni w Bristolu, wyruszyłem ponownie starymi ścieżkami w kierunku Brukseli, tym razem bez gitar. Spotkałem holenderskiego saksofonistę w Brighton, który chciał dołączyć do roadshow jako muzyk. Teraz brakuje mi tylko partnera do żonglerki. Tylko opętani rowerzyści mogą się zgłaszać!
„Ale to jest ekologiczny sposób” – mówię publiczności, zanim zapalę pochodnie ogniowe. „I używam tylko bezołowiowego paliwa”. Jestem przekonany, że samochody są złe. Nie ma nic bardziej energooszczędnego, zdrowszego i czystszego niż rower.

Niektórzy mówią, że jestem szalony. (Cóż, wszyscy wiemy, że żonglerka jest formą szaleństwa, której każdy ma prawo doświadczyć – cytat z „Juggling for the complete Klutz”). Ale przyznaję się do tego, co jest pierwszym znakiem zdrowia psychicznego.
Co więcej, nie płacę podatków, pracuję, kiedy chcę, zarabiam tyle, ile jestem wart – i ani grosza więcej. Jeśli nie lubisz mojego pokazu, albo nie masz czasu, po prostu idź dalej.
Podróż nie była łatwa, ale dla mnie opłaciło się to, że wiem, że udało mi się bez samochodu. Ogólnie ludzie są pod wrażeniem. Moje I-Ching mówi, że wybrałem trudną drogę i potrzebuję nauczyciela.
Więc – czy ktoś może nauczyć mnie mojego pokazu w 23 różnych językach?

MIEJSCE WYDARZEŃ ULICA

Pieniądze… albo życie

Za każdym razem, gdy drogi dwóch artystów ulicznych się krzyżują, pojawia się temat dyskusji: jak zebrać publiczność, jak ją utrzymać, jak zamienić ich pieniądze na moje pieniądze?

Następujące przemyślenia na ten temat przesłał nam Zarro Zarro (zdjęcie), który od 1978 roku pracuje jako magik na ulicach Paryża, zwłaszcza w Centre Culturel Georges Pompidou i wieczorami w dzielnicy Saint Germain.

Problemy, które zaobserwowałem podczas własnych występów i pokazów, są różnego rodzaju. Problem przyciągnięcia uwagi jest znacznie łatwiejszy do rozwiązania przez żonglerów niż np. przez magików, ponieważ numer żonglerski robi natychmiastowe wrażenie, podczas gdy numer magiczny potrzebuje czasu, aby się rozwinąć. Z drugiej strony, żonglerzy i tak mają trudności z utrzymaniem publiczności. Ludzie rejestrują, że pokazywane są wspaniałe umiejętności – i to tyle… potem idą dalej. Ponieważ brakuje elementu napięcia, publiczność nie ma dalszych oczekiwań i odchodzi. Dotyczy to mniej żonglerów, którzy wprowadzają komizm do swojego pokazu, niż tych, którzy po prostu prezentują swoje techniczne umiejętności.

Ten problem wiąże się z problemem zbierania pieniędzy. Jeśli publiczność nie zostanie zatrzymana do końca występu, nie czuje się zobowiązana do wrzucenia swojej części do kapelusza. Problem jest ogólny: jak zatrzymać ludzi do końca, jak ich potem skłonić do zapłacenia?
Najlepszy sukces osiąga się przez (oczywiście poza posiadaniem dobrego pokazu) zbieranie pieniędzy przed ostatnim punktem kulminacyjnym.
Albo partner chodzi z kapeluszem, albo artysta robi to sam, podczas gdy pokaz jest zatrzymany w momencie napięcia, podczas gdy coś jest budowane. Kiedy wykonuję „Spirit Cabin”, pozwalam, aby kapelusz krążył w momencie, gdy moja córka jest zamknięta w kabinie z męskim widzem, oboje mocno związani. Widzowie – ponieważ chcą wiedzieć, co się z nimi stanie – zostają, a niektórzy wpłacają swój wkład.

Kolejnym problemem jest to, że nie wszyscy są przyzwyczajeni do dawania napiwków za usługi. Skandynawowie i Niemcy często myślą, że artyści uliczni w Paryżu są opłacani przez miasto, dlatego niechętnie sięgają do kieszeni. Francuzi natomiast są przyzwyczajeni do dawania napiwków.

Długość programu jest również ważnym czynnikiem. Nie może być zbyt długi, 10-20 minut w zupełności wystarczy, ponieważ ludzie chcą chodzić, a ich uwaga może być rozproszona przez wiele rzeczy.

Dziwne jest to, że ludzie nie zatrzymują się, gdy zaczyna się ładny lub interesujący numer. Ale jeśli po prostu bawisz się rekwizytami i je ustawiasz, nie robiąc nic artystycznego, zbierają się, żeby zobaczyć, co się stanie – znowu ten moment oczekiwania.

Szwajcaria

W Szwajcarii wszystko musi mieć swój porządek. Miasto Berno wydaje tę broszurę w pięciu językach, aby regulować sztukę uliczną.

Działania uliczne w Bernie są dozwolone, jeśli

  • występujesz nie więcej niż cztery dni w miesiącu i
  • nie zbierasz aktywnie pieniędzy, ale najwyżej poprzez postawienie kapelusza, otwartego futerału na instrumenty itp. wskazujesz na możliwość dobrowolnych datków.

Interesy osób trzecich, które nie postrzegają działań ulicznych jako czystej przyjemności, nie mogą być pomijane. Rada Miejska Berna ustaliła zatem następujące zasady:

Brak działań ulicznych

  • w niedziele
  • w przejściach podziemnych przy dworcu
  • przed godziną 11:00 (w soboty przed 10:00)
  • po godzinie 21:00 (w czwartki po 22:00)
  • Brak utrudnień w ruchu pieszych lub kołowym ani w dostępie do sklepów. Ustaw się i swój futerał na instrumenty odpowiednio. Pamiętaj również o osobach niepełnosprawnych!

Brak występów muzycznych

  • od poniedziałku do piątku w godzinach 14:00-17:00 w strefie zamkniętej Spitalgasse (w tym zachodnia fasada Loeb), Marktgasse, Bärenplatz, Waisenhausplatz.
  • Maksymalnie 30 minut w tym samym miejscu. Zmieniaj swoje miejsce, zwłaszcza jeśli zostaniesz o to poproszony. Rozstrzyganie sporów w sposób kulturalny również może być kulturą. Rozmawiajcie ze sobą!
  • Brak wzmacniaczy, brak instrumentów słyszalnych z daleka, takich jak bębny i kotły. Ulica nie jest salą koncertową ani piwnicą z muzyką taneczną. Występy powinny odpowiadać szczególnemu kontekstowi ulicy.

Paryż

W Paryżu nie ma licencji na występy. Pokazy uliczne są zwyczajowo tolerowane, ale mogą zostać przerwane w każdej chwili, jeśli policja uzna je za uciążliwe. Zaletą tego jest to, że każdy może grać, aby wypróbować swój numer i stać się lepszym – lub wybrać inny zawód! Wadą, moim zdaniem, jest to, że ta tolerancja jest całkowicie arbitralna. Pewnego dnia możesz grać, a następnego policja mówi Ci, że nie możesz – i nie masz argumentu przeciwko temu.

Nowości z LONDYNU

Charlie Holland

Głównym wydarzeniem w Londynie było spotkanie żonglerów w Covent Garden. Antony Olins napisał o nim następujący raport:

Covent Garden Convention

autorstwa Antony'ego Olinsa

Niedziela, 26 maja, była datą 2. Spotkania Żonglerów w Covent Garden, zorganizowanego przez Alternative Arts z pomocą Maxa i Sue z Oddball Juggling Co.

Pogoda zapowiadała się dobrze, co było bardzo ważne dla tego wydarzenia plenerowego. Jednak w środku popołudnia rozpętała się straszna tropikalna burza. Wszyscy pobiegli do zadaszenia i stłoczyli się wejściach i pod balkonami. Wszyscy oprócz Alexa Dandridge'a, który przy wielkich oklaskach kontynuował swój trening z 5 maczugami.

Pogoda poprawiła się na publiczny pokaz, który okazał się pełnym sukcesem. Wszystkie zebrane dochody zostały przeznaczone na pomoc Etiopii.

Numery pochodziły od Johna Ballangera (również konferansjera), Suitcase Circus, Maxa i Sue, Chrisa Adamsa i Alexa Dandridge'a, a także ode mnie.

Odbyły się formalne warsztaty i nieformalne lekcje, gry żonglerskie takie jak „Bitwa Żonglerów”, sprint na 100 jardów z maczugami, konkurs na 5 piłek. Były też stoiska z artykułami żonglerskimi.

Jak powiedział „nowicjusz” na spotkaniu żonglerów:

„Wszyscy wydają się należeć do wielkiej szczęśliwej rodziny, cieszą się swoim towarzystwem, próbują uczyć się nawzajem nowych sztuczek.”

Spotkanie okazało się pełnym sukcesem i wszyscy z niecierpliwością czekamy na następne.

Londyński Międzynarodowy Festiwal Teatralny zaprezentował dwa pokazy żonglerskie – Ra Ra Zoo, którego występ był omawiany w ostatnim wydaniu Kaskady, oraz Dr. Hot i Neon, amerykański duet w „De Spiegeltent”, holenderskim salonie tańca z lat dwudziestych, zbudowanym specjalnie na festiwal.

Dr. Hot i Neon rozpoczęli od rutyny z 3 maczugami – jeden zabiera maczugę, którą drugi żongluje, i włącza ją z powrotem do żonglerki, czasem przez nogi, czasem przez ramię – następnie wzajemne kradzieże maczug, które wydają się osiągać orgazmiczne szczyty przyjemności, sądząc po dźwiękach, które wydają.

Następnie sześciokrotne podawanie maczug, a potem Neon pokazał numer z 3 piłkami (z silikonowymi piłkami, które wyglądają naprawdę spektakularnie). Następnie trudny do opisania numer z laską zakończył się tym, że Dr. Hot i Neon żonglowali po dwie piłeczki pingpongowe ustami.
Po pokazie z trzema skrzynkami cygarowymi Neona (w tym piruety), Dr. Hot ułożył 9 skrzynek na sobie i zbalansował je na brodzie. Neon kopnął 4 spodeczki i filiżanki na głowę, a następnie cukier i łyżeczkę.

Kulminacyjne punkty pokazu to: Walc na rowerach wielokołowych, a następnie podawanie 7 pierścieni ze zmieniającymi się kolorami na rowerach wielokołowych, fragment koncertu Beethovena, grany na sześciu banjo podczas żonglowania nimi (naprawdę!!), i manipulacja kapeluszem. Dr. Hot i Neon będą w Europie przez najbliższe kilka miesięcy. Zobaczcie ich, jeśli możecie.

Dr. Hot & Neon

  1. sierpnia, Kolonia, Comedia Colonia
  2. sierpnia – 3. września Sztokholm, Scen
  3. sierpnia – 3. września Göteborg, Scensommar Theaterfestival
  4. – 5. września Kolonia, Theater Kefka, Międzynarodowy Festiwal Pantomimy i Kuglarstwa
  5. września Rotterdam, Luxor Theater
  6. września Hamburg, Thalia Theater

Na dole po lewej: Alex Dandridge & Chris Adams
Zdjęcie: Antony Olins

Alex Dandridge i Chris Adams nadal współpracują, tworząc bardzo dobry pokaz, w którym prezentują podawanie 7 maczug, podawanie plecami do siebie z prawdziwymi butelkami wina, podawanie ogniem na rowerach wielokołowych, a Alex gra na trąbce – uczy się od miesiąca i słuchanie tego jest bolesne, ale też bardzo zabawne.

Hiszpania 86 – 9. Tydzień Żonglerki?

Zaproszenie do żonglerki w najnowszej europejskiej kolonii

Asociacion Cultural de Castellar de la Frontera
Prowincja Kadyks, Hiszpania

W przyszłym roku rozszerzone ramię wspólnego rynku zaprosi również nas, z najdalej na południe wysuniętego krańca kontynentu, do stołu.

Lecz my tutaj, na naszym wzgórzu w Castellar, w zasięgu wzroku i mgły Afryki, między wybrzeżami słońca i światła obmywanymi przez dwa morza, krążeni przez orły i sępy, otoczeni tysiącletnimi murami zamkowymi – tutaj, gdzie kalifowie i cezarowie spożywali swoje bocadillos, wolimy dzielić się naszymi uczuciami i fantazją z jedno-kołowymi i ognistymi kuglarzami oraz z tańczącymi i balansującymi żonglerami maczugami.

Dlatego chcemy zaprosić europejskich żonglerów do otwarcia swoich skrzyń z trikami na 9. Europejskim Tygodniu Żonglerki we wrześniu 1986 roku (najlepiej w dniach 18-21 września) tutaj, w naszej – międzynarodowej, i raczej zamieszkałej przez przemytników niż żonglerów i piratów niż akrobatów – wiosce, i do podzielenia się tam swoimi skarbami doświadczeń w Campo de Gibraltar, Andaluzji, Hiszpanii.

Rozważania o ubieganie się o organizację Waszego 9. Kongresu zrodziły się po tym, jak w naszej „Asociacion Cultural” rozmawialiśmy o Waszym tygodniu we Frankfurcie. Ponieważ, po wstępnych rozmowach, możemy liczyć na wsparcie regionalnej administracji kultury, przygotowanie i przeprowadzenie takiego „Espectaculo” byłoby dla nas również wykonalne organizacyjnie.

Jednakże, aby poznać z pewnością wiele różnych pomysłów na przyszłoroczne spotkanie i aby szczegółowo opisać nasze wysiłki i koncepcję, chcemy również w tym roku być obecni na Waszym spotkaniu w Brukseli.

Tyle na początek jako zachęta.

Z nadzieją i uśmiechem,
Hermann Klink

Z magii trzeciego świata,
Ignacio Polavieja.